|
Strona 7 z 7
Świat nie był okrutny taki,
Dopóki nie zaczęliśmy pełzać po nim my, nędzne robaki…
Wszystko, co mamy bezmyślnie niszczymy,
A nie mając nic okropnie cierpimy.
Coś ważnego docenimy,
Tylko wtedy, gdy już to stracimy.
Widząc, że tego nie odzyskamy,
Zakładamy z góry, że z życiem rady sobie nie damy.
Wtedy szukamy winnego,
Takiego bezbronnego kozła ofiarnego.
Najczęściej stajemy się nim my, ludzie młodzi
I to przez nas człowiek człowieka nożem godzi,
Przez nas gwałcą i mordują,
Przez nas zbrodnię jak Boga miłują.
Przecież tak łatwo spędzić winę na kogoś innego,
W starciu z dorosłymi bezbronnego.
Tak prosto z oprawcy stać się ofiarą
I wieki całe uciekać przed zasłużoną karą.
Przecież dzieci wojen nie wywołują
I dla zabawy innych nie mordują.
Dzieci do błędu przyznać się nie wstydzą,
Bo kłamstwem jak robakiem się brzydzą.
Tylko dorośli przed konsekwencjami uciekają
I tym przykładu dobrego nie dają.
Uciekają tylko tchórze,
Żyjący cały czas w mysiej dziurze.
Dlaczego są tylko wtedy bohaterami,
Kiedy znęcać mogą się nad nami?
Przecież my tak jak oni ból czujemy
I na tym samym świecie żyjemy.
Nie zyskasz sławy przemocą,
Bo nim zamkniesz oczy ona zabije cię nocą.
Jak duch bezszelestnie wtargnie do twego pokoju
I nie zaznasz od niej spokoju,
Dopóki życia ci nie odbierze,
Zachowując się przy tym jak zwierze,
Które ofiarą się bawi
I prawie skonaną zostawi.
Chociaż sławny byłeś,
Jak mgła się rozmyłeś,
Teraz zostaniesz zapomniany,
A twój grób przez czas będzie zdeptany…
|