Strona główna arrow Sport w regionie arrow Koniec sezonu zawodów Pucharu Polski w downhillu!

Warning: opendir(images/stories/rowerextremal) [function.opendir]: failed to open dir: No such file or directory in /home/easy6766/domains/vmickiewicz.pl/public_html/_jgfw_/jgfw.php on line 686
Koniec sezonu zawodów Pucharu Polski w downhillu! Drukuj Email
Wpisał: Justyna John - absolwent V LO   
04.09.2008.
Image Z ogromnym żalem większość uczniów żegna wakacje 2008. Za to ja spokojnie mogę powiedzieć, że moje właśnie się zaczęły. Nie chodzi o pracę czy też to, że niedługo zaczną się zajęcia na wymarzonych studiach. Co w takim razie jest tego powodem? Koniec sezonu zawodów Pucharu Polski w downhillu na sezon 2008.

Zdjęcia dostępne na naszym portalu!!!

Dla niewtajemniczonych to po prostu: zjazd na łeb i szyję w dół - po korzeniach, kamieniach, stromiznach, poprzez hopy, wąwozy, czasem nawet strumyczki. No cóż… wielomiesięczne przygotowania w postaci mordowania się w błocie na hałdzie, śniegu czy na torze do fourcrossu lub trenowanie kondycji w wielokilometrowych przeprawach przez Jurę dały efekty.

Z czystym sumieniem stwierdzam, że rok 2008 dał mi porządnie w kość. Nie tylko maturą (w pięknym stylu zdaną w naszym liceum) i kursem prawa jazdy, ale też zawodami. Tydzień w tydzień wyprawy po całej Polsce. Zaczynając na podkrakowskich Myślenic, przez malowniczą dziurę jaką jest Wierchomla, oblegany przez narciarzy Zieleniec, przeraźliwie trudną trasę z Mistrzostw Polski w Wiśle, zabitą dechami Kasinę Wielką aż po swojski Kamieńsk.

Nie zawsze przy pięknej pogodzie, a częściej w błocie, deszczu i brudzie. I co mi to dało? Poza 6 miejscem klasyfikacji generalnej Pucharu Polski, co uważam za swój wielki sukces - tak zwany wielki fun. Większość moich znajomych patrzy na mnie jak na wariatkę, kiedy po ulewnym deszczu zakładam do mojego roweru hardtail, opony na błoto i śmigam pobawić się na hałdzie.

„Po co Ci to?”, „Znów kolejne siniaki”, „Poszłabyś na basen, a nie znowu na ten rower!”. O ludzie, ile razy można tego słuchać? Weźmy np.. taką 1 edycję Myślenic - nowi ludzie, nowe przeżycia, dźwięk bramki startowej (śniący mi się do tej pory w najgorszych koszmarach), ciężkie gleby na twardym i suchym podłożu - ale jaka radość z dojechania do mety i przejechania po kamieniach wielkości telewizorów?

Albo taka Wierchomla - czy jest coś przyjemniejszego od lotu na 10 metrów z hopy o wysokości ponad 2 metrów? I to po tym, jak na Kamieńsku ten sam manewr pozbawił nas tak istotnej części, jaką jest amortyzator? Sam doping, uśmiechy kibiców i wielebnego Kleja komentującego cykl Diverse Downhill Contest dodaje otuchy.

W końcu wiadomość na skrzynce pocztowej od nieznanego adresata, który nagle proponuje współpracę na sezon 2009, rower z Kanady za świetną cenę i wsparcie w rozwoju tzw. "kariery". Dla takich chwil warto żyć.

Nie chciałam, aby cały tekst był propagandą sportów extremalnych (chociaż właśnie to ma na celu), ale zachęcam do rozwijania swoich talentów i zainteresowań, a chętnych w wolnych chwilach do zaglądania na www.joy-ride.pl lub www.hcfr.pl z nadzieją, że kiedyś ktoś z V LO  wystartuje razem ze mną w Pucharze Polski, a może i Mistrzostwach Świata, gdzie pokaże, że jak dziecko Micka chce, to potrafi!




 


Pozdrawiam wszystkich Mickiewiczaków!
Justyna John

Zmieniony ( 07.09.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Portal © 2007 stworzony przez mgr Anetę Salachna - Wszelkie prawa zastrzeżone!