Po książkę Wiktora Malskiego sięgnęłam - ponieważ to praca popularnonaukowa, przedstawiająca, jak to określił jeden z jej recenzentów, rzeczowo i wyczerpująco fragment biografii Tadeusza Kościuszki, obejmujący lata 1776-1784. Na ten czas przypada jego udział w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych.
Zaciekawiona byłam odkryciem nieznanych mi dziejów Tadeusza Kościuszki, tym bardziej, iż moja wiedza na temat jego związków z Ameryką była mniej niż skromna. Znany mi był jedynie fakt, że po ukończeniu Szkoły Rycerskiej w Warszawie Kościuszko studiował we Francji inżynierię wojskową, a następnie brał udział, w stopniu generała, w wojnie o niepodległość Stanów Zjednoczonych. (1775-1783) podczas której kierował pracami fortyfikacjami (m.in. w West Point).
Wiktor Malski zaczyna swoją pracę od przytoczenia fragmentów jednej z pierwszych biografii Naczelnika- Notice biografique sur Thadee Kościuszko, wydanej w Paryżu w 1818 roku. Jej autor, Marc Antoine Jullien, tak tłumaczy decyzję Tadeusza Kościuszki o wyjeździe do Ameryki: „Kościuszko nie widząc dla siebie godnego zawodu na europejskim lądzie, gdzie przemoc i duma dzieliła łupy bezbronnego ludu w oczach wszystkich narodów podłe zachowujących milczenie, przebywa morze, dostaje się do Ameryki i stawia przed Waszyngtonem, żadnego, oprócz we własnej osobie, nie mając zalecenia ... Zdatność, odwaga i umysł szlachetny znalazły należny sobie szacunek.” Zaraz potem czytelnik ma możliwość skonfrontowania swojego punktu widzenia na postać Kościuszki z informacjami samego Adiutanta Naczelnika, a mianowicie Juliana Ursyna Niemcewicza, który w usta młodego kapitana rozmawiającego z Waszyngtonem takie słowa:
„ ... Jestem Polakiem – odpowiedział Kościuszko – zrodzony do wolności, straciłem ją w kraju moim, u was chcę jej szukać, z wami walczyć o nią.”
Kolejne przykłady z biografii słynnego Polaka świadczą o wielkim zainteresowaniu tą postacią, ale żadna z nich w pełni nie zaspokaja ciekawości o jego życiu i podejmowanych aktywnościach. Stało się to zapewne dlatego, że jak podkreśla autor, w czasach gdy powstawały ważniejsze były idee, a nie fakty biograficzne, czy inne też szczegóły. Stąd w różnych pracach biograficznych dominuje czynnik patriotyczny, ideologiczny odzwierciedlający dążenia starożytnego bohatera, niepowodzenia finansowe w sferze materialnych interesów dziedzica z Siechnowicz, a nawet wątek miłosny – jako usprawiedliwienie drogi ku Ameryce.
Nie ulega wątpliwości, że nie widząc dla siebie perspektyw w Polsce, w kraju zniszczonym i zrujnowanym działaniami konfederacji barskiej, przemarszami wojsk Kreczetnikowa, Drewicza i innymi - 28-letni kapitan postanawia szukać szczęścia na obczyźnie i wyrusza najpierw do Drezna. Zamieszczony w pracy list Tadeusza Kościuszki do Marszałka Nadwornego za czasów Augusta III zdaje się odkrywać prawdę o powodach wyjazdu z kraju. Pewnie ten rzadko publikowany list nie daje jednoznacznej odpowiedzi, ale nasuwa myśl, że to Drezno, a nie Ameryka, było celem jego podróży. Liczył tam bowiem na znalezienie dla siebie zajęcia. Opuścił jednak Drezno, udał się do Francji, a następnie po kilkunastomiesięcznym tam pobycie - wsiadł na statek i odpłynął do Ameryki. Przypuszcza się, że było to około czerwca 1776 roku. Z daty wynika, że decyzja o wyjeździe za ocean została podjęta jeszcze przed historyczną decyzją II Kongresu Kontynentalnego z 4 lipca w sprawie proklamowania niepodległości Stanów Zjednoczonych, czyli gdy istniejący tam konflikt miał charakter bardziej wewnętrzny. Dlatego też nie wydaje się przekonujące tłumaczenie, że Kościuszko jechał do Ameryki z myślą walki o niepodległość kraju, którego rząd nie miał jeszcze co do tego pewności i świadomości.
Czy Kościuszko miał rekomendację, czy nie ... a jeśli miał, czy to był list polecający od księcia Adama Czartoryskiego do Karola Lee - tak do końca nie wiemy. O konsekwencjach braku wstawiennictwa osoby wpływowej przekonał się Maurycy Beniowski, który w pechowych okolicznościach traci listy 'rekomendacyjne', w jakie został zaopatrzony we Francji, przez co jego losy w Ameryce zdają się być bardzo zawiłe.
Z perspektywy czasu wiemy, że w przypadku Tadeusza Kościuszki o jego stanowisku, działalności i sukcesie w Ameryce zadecydowała zwłaszcza wiedza, talent i umiejętności. Dzięki tym przymiotom stał się Kościuszko jednym z najwybitniejszych wyższych oficerów inżynieryjnych w armii amerykańskiej i takiego właśnie zapamięta go historia.
W połowie 1776 roku Tadeusz Kościuszko przybywa do Filadelfii pełniącej wówczas rolę stolicy nowego, niepodległego państwa. Nastroje w tym największym mieście Ameryki nie są najlepsze. Prawdą jest, że miasto dopiero czciło formalne ogłoszenie niepodległości, ale 30 tysięczna ludność zaczęła obawiać się ataku wielkich siła angielskich, które wylądowały na początku lipca na Staten Island. Kościuszko staje przed wielkim wyzwaniem. 30 sierpnia 1776 roku odczytany został w Kongresie memoriał Tadeusza Kościuszki, skierowany do Wydziału Wojny. Nie znana jest jego treść, ale być może był to projekt fortyfikacji ubezpieczających Filadelfię przed atakiem, który mógłby nadejść rzeką Delaware od strony morza. Dokument przekazany został do adresata i na tym sprawa się skończyła. Być może stało się to z powodu działań wojskowych prowadzonych w Nowym Jorku, które to zdejmowały zagrożenie z samej Filadelfii.
18 października 1876 roku, Kongres, na podstawie zwróconego przez Wydział Wojny wraz z opinią memoriału, mianuje Kościuszkę inżynierem w służbie Stanów Zjednoczonych, z pensją 60 dolarów miesięcznie i w randze pułkownika. Nie jest do końca jasne, czy Kongres zatrudnił Kościuszkę odstępując od praktyki opierania się na rekomendacji, czy jednak miał w tym udział Karol Lee, któremu jak niektórzy biografowie wskazują Kościuszko miał, w czasie październikowego spotkania, oddać list polecający od Czartoryskiego. W kila dni po nominacji otrzymał Kościuszko kolejny dowód uznania, a mianowicie 50 funtów jako nagrodę za zasługi. Było to jakby honorarium autorskie za wykonanie projektu umocnień. Przyszłość miała jednak wykazać, że umocnienia wzniesione przez Kościuszkę nie uchroniły Filadelfii od zajęcia jej w niespełna ok. później przez wojska angielskie. Stało się to ponieważ atak nastąpił od strony lądu, a nie od morza jak wcześniej zakładano.
Kiedy generał Lee wraz ze swoim sztabem powędrował do angielskiej niewoli 12 grudnia 1776 roku, ważne miejsce w życiorysie Kościuszki zajmuje generał Horatio Gates. Gates szybko poznał się na wysokich kwalifikacjach polskiego oficera i dlatego chciał zatrzymać go przy sobie. Zwrócił się więc do niego z propozycją pozostania pod jego rozkazami oraz wyjazdu do Ticonderogi, gdzie miał objąć dowództwo wojsk.. Mimo, że taki wyjazd oddalał od Kościuszki możliwość szybkiego spotkania z Waszyngtonem, zdecydował się on na podróż w niedostępne kresy ówczesnych Stanów.
Pierwsza notatka o przybyciu Tadeusza Kościuszki do Ameryki pojawiła się w gazetce o.o. Pijarów 16 kwietnia 1777 r. Wtedy też mniej więcej Kościuszko opuszcza Filadelfię i rusza na północ śladami Horatio Gates’a. Dotychczasowymi robotami fortyfikacyjnymi kierował Balwdin. Gates nie spodziewając się po nim dalszych osiągnięć postanowił wprowadzić zmiany personalne w dowództwie inżynieryjnym, w rezultacie czego przysporzył Kościuszce już na samym początku jego tam pobytu niemało zmartwień. Kościuszko zdawał sobie sprawę, że Ticonderoga musi być przygotowana do odpierania ataków nowoczesnej armii europejskiej, dobrze wyposażonej w artylerię. W tym względzie powstała niezgoda miedzy Kościuszką i Baldwinem. Gates opowiedział się wówczas za Kościuszką i grzecznie nakazał Baldwinowi „podtrzymanie przyjaźni z tym młodym człowiekiem”. Los jednak wysyła Gates’a di Filadelfii. Kościuszko sam nie jest w stanie przekonać nowego zwierzchnika do swoich planów. Przekreślony zostaje na samym wstępie kluczowy fragment opracowanego przez Kościuszkę planu umocnień Ticonderogi. Chodziło o Głowę Cukru. Wbrew teorii Kościuszki Amerykanie nie umieścili armat na szczycie wzgórza. Uczynili to Anglicy, a potwierdzenie słuszności opinii polskiego inżyniera okazało się gorzką lekcją dla Amerykanów. Ranek 6 lipca ukazał rozmiary amerykańskiej klęski . Ticonderoga i Fort Independence zostały opanowane przez Anglików.
16 lipca Kościuszko był już w Forcie Edwarda. Po morderczej pracy na Wood Creek przystąpił obecnie do wzmożenia dodatkowych umocnień wokół fortu. Ale i tu praca poszła na marne i to za sprawą Indian.
Amerykanie odmaszerowali na południe, do kolejnej przygotowanej przez Kościuszkę umocnionej pozycji – w Stillwater na Hudsonem. Nastroje nie były dobre. Uległy one poprawie, gdy dotarła tu wiadomość o decyzji Kongresu, z dnia 4 sierpnia, w sprawie zmiany dowództwa Armii Północy. Odwołany został, ku zadowoleniu między innymi Kościuszki dotychczasowy dowódca Schuyler, a na to miejsce powołany ponownie Horatio Gates. Uchwałę tę przywitano z radością tym bardziej, że wierzono, iż to właśnie wcześniejsze odwołanie Gatesa spowodowało obecne niepowodzenia Amerykanów.
19 sierpnia Gates pojawił się ponownie w obozie i swoimi pierwszymi decyzjami umocnił przekonanie, że pasmo niepowodzeń już się skończyło. Kościuszko otrzymał odpowiedzialną misję. Jego zadaniem było wyszukanie dogodnego miejsca, w którym armia amerykańska będzie mogła spotkać się z Burgoyne’em, i odpowiednie przygotowanie linii umocnień. Mimo, iż bitwa zakończyła się formalną wygraną Anglików, to jednak ponieśli oni bardzo poważne straty. Gates zastosował bardzo ciekawa taktykę. Wolał trzymać się pod ochroną umocnień Kościuszki, unikał frontalnego ataku, a ponadto użył najsilniejszego atutu amerykańskiego, a mianowicie ukrywających się w gęsto zadrzewionym terenie świetnych strzelców – traperów i myśliwych, którzy byli dla Anglików bardzo groźnymi przeciwnikami. Po kolejnym starciu Burgoyne wycofują się znalazł się pod Saratogą, gdzie 11 października jego wojska zostały całkowicie otoczone. Według relacji miedzy innymi pułkownika Roberta Troupa – Kościuszko był stale obok Gatesa, a nawet znajdował się pośród reszty jego oficjalnej rodziny, w okresie walk pod Saratogą. 17 października, w rok po otrzymaniu przez Kościuszkę nominacji Kongresu na generała, przyjęto kapitulację angielskiego generała. Jeńcy z Saratogi, około cztery i pół tysiąca, trzymani byli przez całe następne pięć lat wojny w niewoli. Zwycięstwo pod Saratogą okazało się być znaczące dla Amerykanów. Wiadomość o nim spowodowała między innymi, że wahający się dotąd Ludwik XVI, opowiedział się wreszcie po stronie amerykańskiej.
Kolejne informacje o Kościuszce znane są między innymi bezpośrednio od Waszyngtona. To Naczelny Wódz, doceniając umiejętności polskiego inżyniera, rekomenduje go w Kongresie, ale Kościuszko awansów nie otrzymuje. Przypuszcza się, że powodem pominięcia Kościuszki w awansach spowodowane było nieobecnością samego zainteresowanego oraz nie dostosowanie się do kongresowych stosunków i metod działania. 27 listopada Kongres odwołał Gatesa z Armii Północy i mianował go przewodniczącym Wydziały Wojny. Kościuszko nie chciał rozstać się ze swoim ulubionym dowódcą.
Biografowie Kościuszki interesowali się od zawsze, czy doszło do spotkania między naszymi dwoma bohaterami Kościuszką i Pułaskim. Autor tej pracy odwołuje się do korespondencji samego Kościuszki, przedstawionej przez Mieczysława Haimana, oraz do biografii autorstwa Tadeusza Korzona, w których to pracach o takim spotkaniu mówi się jak o fakcie pewnym. Przytoczony fragment ze wspomnień Macieja Rogowskiego zawiera opis samego spotkania:
„Jakoś w końcu Decembra, na święta Bożego Narodzenia zdarzyła się nam pociecha. Tadeusz Kościuszko, będący w obowiązkach inżyniera przy północnej armii, na granicy Kanady, dowiedziawszy się, ż Pułaski konsystuje w Treston, przyjechał do nas za urlopem w gościnę. Kościuszko nie miał miny zawiesistej jak pan Kazimierz, ale widać było na jego twarzy poczciwość i otwartość szlachecką, a przy tym był to człowiek niezmiernie słodki i pełen wiadomości, kompania więc jego i dyskursa wielką nam przyjemność sprawiły"
Władysław Konopczyński, znany jako najsumienniejszy biograf Tadeusza Kościuszki, w ogóle zaprzeczył autentyzmu Reszty pamiętników... przypisując je w całości poetyckiej fantazji Konstantego Gaszyńskiego, który właśnie w 1847 roku wydał owe pamiętniki. Sprawa ewentualnego spotkania naszych znamienitych rodaków nadal pozostaje otwarta.
Marzeniem Kościuszki była służba pod komendą samego Wielkiego Wodza. Dlatego trudna okazała się być jego sytuacja podczas konfliktu między Gatesem a Washingtonem na początku 1778 roku. Lojalny wobec Gatesa nie chciał zepsuć stosunków z Wodzem.
22 stycznia zapadła decyzja Kongresu w sprawie wyprawy na Kanadę. Jej dowódcą został oraz komendę nad całym Północnym Departamentem otrzymał 20-letni de Lafayette. 17 lutego zetknął się on w Albany z Kościuszką, a nawet obdarzył zaufaniem. Jednak Kościuszko miał wątpliwości co do wyprawy na Kanadę, a także nie miał chęci pozostania pod rozkazami obecnego dowódcy.
Kościuszko ceniony był przez samego Naczelnego Wodza. Podczas gdy francuscy inżynierowie, którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych w 1777 roku, byli uważani za zwierzchników wszystkich innych inżynierów w armii amerykańskiej, Tadeusz Kościuszki odmówił podporządkowania się im, co wzbudziło między innymi u de la Radiere’a Laurensa oburzenie. Jednak George Washington odrzucił pretensje Duportaila, a w sprawie Kościuszki oświadczył, że nie może on być uznawany za podwładnego żadnego francuskiego inżyniera, z wyjątkiem samego Duportaila, którego traktował jako szefa korpusu inżynieryjnego.
Kościuszko został skierowany decyzją Wydziału Wojny i kongresu do West Point. W sumie było mu sądzone spędzić w West Point, z niewielkimi przerwami, ponad 28 miesięcy: od końca marca 1778 r. do początku sierpnia 1780r.
16 lipca przyjechał do West Point George Washington. W trakcie wizytowania wznoszonych tam fortyfikacji zapewne doszło do pierwszego jego spotkania z Kościuszką. Wokół tego spotkania narosło wiele mitów, zahaczających zarówno o kontekst wstawiennictwa się Kościuszki w sprawie Lee, oraz przebiegu samego spotkania. Przyjmuje się, że w wyniku pierwszego osobistego spotkania Waszyngtona z Kościuszką opinie Naczelnego Wodza o polskim inżynierze nie uległy jakiejś istotnej zmianie. Były nadal pozytywne. Kościuszko nie był pierwszym Polakiem z jakim spotkał się Wielki Wódz. Kazimierz Pułaski, który przybył do Ameryki w rok po Kościuszce dostąpił zaszczytu wcześniejszego z wodzem spotkania.
W książce dość często powraca temat więzi Kościuszki z Gates’em. Te dwie postaci łączyły też inne sprawy o charakterze światopoglądowym. Ich demokratyczne przekonania tworzyły między nimi szczególną płaszczyznę porozumienia. Obaj rozumieli ideały ludzkiej równości odmiennie od Waszyngtona. I tak ... w 1797 roku, w swoim amerykańskim testamencie Kościuszko przeznaczył pewne sumy pieniędzy na wykup z niewoli Murzynów. Siedem lat wcześniej Gates uwolnił wszystkich swoich niewolników z plantacji „Traveller’s Rest”. W tej to kwestii ich przekonania różniły się od stanowiska i zapatrywań Waszyngtona, który dzielił świat na dżentelmenów i pospólstwo. Generał Gates dał dowód niezwykłej przyjaźni i zaufania powołując Kościuszkę na swojego sekundanta w pojedynku z Wilkinsonem. Dzięki temu incydentowi dowiadujemy się, że Kościuszko słabo znał angielski. Wskazuje na to fakt, że podpisawszy protokół z przebiegu pojedynku przeoczył bardzo ważny element, stwierdzenie .. tym bardziej bolesne, że dotyczyło honoru generała. Sprawa rozwinęła się w czasie, a finał nastąpił rzec by można w sądzie, ale przy okazji innych wydarzeń. Otóż sekundant Wilkinsona, który zmierzył się w pojedynku z Gates’em – niejaki John Carter, doprowadzony prawie do wściekłości przez stanowisku Kościuszki w sprawie protokołu z pojedynku, w czasie kiedy Kościuszko zeznawał w sądzie w sprawie przygotowań umocnień Fortu Independence - wyciągnął pistolet i wymierzył w nie uzbrojonego Kościuszkę. Strzał jednak nie padł, a strażnicy wyprowadzili Cartera. Incydent ten skierował sympatię obserwatorów tego wydarzenia ku Kościuszce.
Nie udaje się Kościuszce ponownie dołączyć do Gates’a. Waszyngton bowiem życzył sobie, aby pozostał w West Point w celu kontynuacji rozpoczętych tam prac. Był to dla Kościuszki cios. Pisząc do Gates’a list daje upust swojemu niezadowoleniu pisząc między innymi, że jest najbardziej nieszczęśliwym człowiekiem na świecie, ponieważ wszyscy jego najlepsi przyjaciele jankesi poszli do White Plains albo do Wschodniego Departamentu i „zostawili mnie tutaj ze Szkotami i Irlandczykami, nieokrzesanymi jak dzikusy”. Na nieszczęście Carter znów daje znać o sobie. O całej zaistniałej sprawie pisze do gazety. Kościuszko zdaje się być bezsilny – jego kodeks honorowy nie mógł przewidywać obrzucania się inwektywami na piśmie. Ale potrafi walczyć nie tylko szpadą, ale i na piśmie. Wysyła do New York Packet swoje pismo. Okazuje się jednak, że walka na pióra nie skończyła się na jednym oświadczeniu.
Kościuszko wierzył, że uda mu się znowu dołączyć do Gatesa. Był skłonny nawet wyrzec się swojej oficerskiej rangi i jako wolontariusz udać się z generałem na wyprawę do Kanady, która jako częsta myśl przewijała się przez wszystkie jego wcześniejsze listy do Gatesa.. Kiedy Kościuszko zorientował się, że Waszyngton w czasie swojego zimowego pobytu w Filadelfii ostatecznie przekonał Kongres o niecelowości wyprawy do Kanady, przestał się upominać o przeniesienie pod komendę Gatesa. Twierdza nad Hudsonem, jak miało się okazać - przykuła do siebie mocno i trwale polskiego pułkownika i inżyniera.
Z nadejściem wiosny przed Kościuszką stanęły nowe zadania. Przede wszystkim trzeba było powtórzyć operację ponownego przegrodzenia Hudson łańcuchem. Prace zostały wykonane do 5 kwietnia. W tym czasie działania wojenne toczyły się z dala od West Point i nowego Jorku, na samym południu Stanów, dokąd Henry Clinton wysłał w listopadzie ekspedycję pod wodzą ppłka Campbella.
11 maja generał Duportail wystosował do nowego przewodniczącego Kongresu Johna Jay’a list, w którym stwierdził, że wedle tego co słyszał, w fortyfikowaniu West Point nic nie zostało zrobione. Jednak to nie tylko atak na Kościuszkę za brak jego sprawozdań był celem owego listu, ale poprzez równoczesną obronę Kościuszki, Duportail chciał wykazać, że dotychczasowy system funkcjonuje niewłaściwie i ... że jest potrzeba powołania korpusu inżynieryjnego w armii amerykańskiej, na którego czele mógłby stanąć on sam. W trzy dni po tym liście – 14 maja, Kongres podjął uchwałę mianującą Duportaila szefem korpusu inżynierów armii amerykańskiej. Zaspokojone ambicje Francuza nie zakłóciły toku prac polskiego inżyniera.
14 czerwca Waszyngton wydał rozkaz sprowadzenia do West Point ciężkich dział z Bostonu, a w kilkanaście dni później, 27 czerwca, przeniósł swoją kwaterę główną w niedalekie sąsiedztwo twierdzy – do New Windsor. . Wtedy to ofensywa brytyjska straciła na rozpędzie. Od 25 lipca do 27 listopada w twierdzy nad Hudsonem miała znajdować się kwatera główna. Był to czas, gdy Kościuszko przebywał najbliżej Naczelnego Wodza. Wtedy to Waszyngton starał się udzielić Kościuszce pomocy między innymi wydając rozkaz, aby wszyscy żołnierze, murarze z zawodu, natychmiast zostali odkomenderowani ze swoich oddziałów i wysłani do fortu. Wg tej decyzji mieli oni otrzymywać rozkazy od pułkownika Kościuszki. Jednak rezultaty nie były dość znaczące. Składało się na to wiele czynników, między innymi nieporadność młodej armii funkcjonującej na gruncie nie istniejącego jeszcze państwa, rozbudowana biurokracja, chaos kompetencyjny, nieokreśloność uprawnień, niejasność zakresu odpowiedzialności.
28 listopada, po wyjeździe Waszyngtona, gdy Anglicy nie zagrażali już Rhode Island, dowództwo West Point przejął od generała Mc Doughalla – generał Heath. Zdobył on szybko sympatię Kościuszki. Nadchodząca zima dała się jednak we znaki garnizonowi stacjonującemu w West Point. Nękani głodem i mrozem żołnierze nie zawsze bywali ostrożni. Reduta północna dwa razy płonęła w ciągu tej zimy, a w Forcie Arnold zaprószony ogień pochłonął spore zapasy. Z listu wysłanego przez Kościuszkę 23 marca 1780 roku dowiedzieć się można, że panował tam wielki niedostatek „furażu i brak podwód”. Ze swoimi kłopotami musiał borykać się Kościuszko sam, gdy generał Heath uzyskał zwolnienie ze swojej placówki i wyjechał do Nowej Anglii. Interweniował wtedy Kościuszko zarówno w kwestii obuwia dla murarzy i żołnierzy, jak i przydziału żywności i oczywiście żołdu, o których jak gdyby zapomniano.
W związku z zaistniałą w twierdzy sytuacją, spotęgowaną poprzez zachowanie nowego buńczucznego dowódcy, skorego do rozrzutności i utracjuszostwa – generała Benedykta Arnolda oraz wieściami o objęciu przez Gatesa dowództwa Armii Południowej, Kościuszko napisał list do Waszyngtona. List ten będący istnym pokazem dyplomatycznych talentów – zawierał prośbę o udzielenie Kościuszce zezwolenia na opuszczenie Wydziału Inżynieryjnego i przydzielenie komendy w lekkiej piechocie, albo w armii na południu , stosownie rangi którą posiadał. Kościuszko wysłał go 30 lipca 1780 roku. Miał wtedy za sobą dwa lata i cztery miesiące pobytu w twierdzy nad Hudsonem. Odpowiedź przyszła po czterech dniach – 4 sierpnia 1780 roku. Waszyngton zezwolił Kościuszce na dołączenie do Armii Południowej, która wobec wzięcia generała Duportail oraz innych dżentelmenów, nie posiadała inżyniera. Zaczął się dla Kościuszki nowy etap w jego życiu.
Autor pracy poświęcił w niej trochę miejsca generałowi Arnoldowi, który okazał się być zdrajcą sprawy amerykańskiej. Obejmując dowództwo w West Point był jednak w stałym kontakcie z dowódcą wojsk brytyjskich. Ich kontakt listowy trwał już od roku. Żona generała – Margaret Shippen znana była z uwielbienia wszystkiego co brytyjskie. Sam miał wybujałe ambicje. 21 września 1780 roku spotkał się nawet potajemnie z wysłannikiem brytyjskiego dowództwa – majorem Johnem Andre. Przedmiotem targu było dobicie targu w sprawie wydania West Point w ręce brytyjskie. Arnold miał za to otrzymać sumę 10 tysięcy funtów oraz rangę i stanowisko w wojsku angielskim. Wydarzenia jednak nie potoczyły się po ich myśli.
Kościuszko nie spieszył się do nowej placówki. Po załatwieniu spraw w Filadelfii zamiast wprost na południe obrał drogę na zachód, ku Shenandoah Valley, i złożył wizytę rodzinie Gatesa w Traveller’s Rest. W trakcie miesięcznego tam pobytu wykonał szkic domu, a właściwie pałacu dla generała i jego rodziny. W drodze na nowe miejsce pracy, 21 września, zatrzymał się jeszcze w Richmond, stolicy Wirginii, gdzie złożył wizytę ówczesnemu gubernatorowi stanu. Spotkanie to zaowocowało długą przyjaźnią. Gubernatorem Wirginii był sam Thomas Jefferson. Który zapisał się w dziejach swojego kraju jako sztandarowa postać demokratycznych i wolnościowych tendencji.
W tym samym czasie Armia Południowa ma kłopoty. Po upadku Charlestonu – 12 maja- resztki kontynentalnych oddziałów amerykańskich zostały doszczętnie rozbite przez angielski legion Banastre'’ Tarletona. Armia przestała istnieć. Henry Clinton osiągnąwszy takie zwycięstwo, uznał za zbędną dalszą soją obecność na południu i udał się do Nowego Jorku, przekazując dowództwo lordowi Charlesowi Cornwallisowi. Po klęsce Gatesa pod Camden i rozbiciu Sumtera nad Fishing Creek na południu Stanów praktycznie nie było już żadnych sił zdolnych przeciwstawić się Cornwallisowi. I w takiej to sytuacji Kościuszko miał objąć nowe stanowisko. Zapewne niewesołe było spotkanie Kościuszki z Gatesem. Dawny świetny triumfator spod Saratogi, był teraz sromotnie pobitym generałem.
Pierwszym zadanie Kościuszki w Armii Południowej było pokierowanie budową umocnień obronnych w Salisbury. Z taką prośbą o oddelegowanie Kościuszki zwrócił się dowódca Marylandczyków do samego Gatesa. Kościuszko uporał się z zadanie do 30 października. Po powrocie uczestniczył w radzie wojennej w Hillsboro, w trakcie której rozważano sprawę translokacji sztabu i znajdujących się przy nim oddziałów dalej na południu.
25 listopada odbyła się narada sztabu Gatesa, który znajdował się wówczas w miejscowości New Providence. Rozważano wtedy dalsze posunięcie się na południe. W dyskusji obok Gatesa oraz jego sztabu brał również udział naczelny inżynier armii pułkownik Tadeusz Kościuszko. Brano pod uwagę trzy różne warianty, ale zdecydowano się na ten, który uwzględniał przemarsz wojska do Charlotte. Tam też upłynęły ostanie dni dowództwa Gatesa nad Armią Południową. 2 grudnia zjawił się tam nowy dowódca, bliski przyjaciel Waszyngtona i do niedawna generalny kwatermistrz armii, generał Nathaniel Greene. Gates opuszczał Charlotte nie tylko ze złamaną karierą wojskową, lecz przygnieciony wiadomością o śmierci syna. Tego samego dni, 8 grudnia, opuścił Charlotte również Tadeusz Kościuszko, ale udał się w przeciwnym kierunku. Od nowego dowódcy otrzymał rozkaz zbadania żeglowności Catawby od Mill Creek poniżej rozwidlenia aż do Oliphant Mill. Wypełnienie rozkazów zajęło Kościuszce około tygodnia. Niestety nie zachował się raport.
3 lutego 1781 roku rozegrała się na brzegu rzeki Yadkin niebywale dramatyczna scena – przeprawa, która uratowała oddziały amerykańskie od zniszczenia. Kościuszko mógł odczuwać satysfakcję, ale sam jeszcze wtedy nie wiedział, dokąd zajdą uratowani tam żołnierze – a on wraz z nimi.
W nocy z 13 na 14 lutego wojska Greene’a przeprawiły się przez Dan. W dwa dni po tej przeprawie Kościuszko miał udać się do Halifaxu nad Roanoke z zadaniem ufortyfikowania go jeśli uzna to za możliwe. Kościuszko dokonał inspekcji miejscowości. Sytuacja nie wyglądała za dobrze. Dla zabezpieczenia miasta należałoby wykonać przynajmniej 6 redut, tymczasem w magazynie nie było tylu narzędzi, a co było gorsze – brakował siły roboczej. Dokonał jednak szkicu umocnień Halifaxu. Dokonał jednak czegoś więcej. Odkrył nie tylko znane umiejętności inżynierskie, ale ukrywany jak dotąd talent propagandzisty. Przekonanie sukcesu zaczęło znajdować potwierdzenie w dalszym przebiegu wydarzeń na arenie działań wojennych.
Dwie walczące ze sobą strony wystosowały do ludności Karoliny Południowej apele o okazanie lojalności i pomoc. Działania wojenne trwały.
W nocy z 9 na 10 czerwca, w czasie inspekcji robót w chodniku podziemnym prowadzonym pod angielskie umocnienia, Kościuszko odniósł pierwszą i jedyną ranę w swojej amerykańskiej wojnie. Rana na szczęście była lekka, tyle, że niewygodna. Działalność Kościuszki pod Ninety Six była wysoko oceniona przez dowódcę Armii Południowej, nie znalazła jednak uznania w oczach kawalerzysty Henry Lee. To on w swoich pamiętnikach , w kilka lat później, zarzucił Kościuszce, że nie docenił sprawy odcięcia przeciwnika od źródła zaopatrującego Ninety Six w wodę, oraz uznał za błąd skoncentrowanie przez niego głównych wysiłków na zdobyciu najpotężniejszej Reduty Gwiaździstej. Niemniej dla dowódcy Armii Południowej, jak też dla jej naczelnego inżyniera, z pewnością nie był przyjemny fakt, że oblężenie Ninety Six nie zakończyło się sukcesem. Kościuszko przebywał w obozie na High Hills do 12 sierpnia. Zachował się z tego okresu jego list do generała Gatesa, pisany 29 lipca 1781 roku, w którym to pisze o nieustającym szacunku i poważaniu dla adresata, a kończąc list nadzieją o niedługim zamknięciu przeciwnika w Charlestonie. W liście też jest ślad antypatii skierowanej przez Kościuszkę w stronę Thomasa Burke, którego awans Kościuszko określił jako: „ Litości dla nas! Burke został gubernatorem!”.
Podróż Kościuszki z High Hills na północ aż na granicę Wirginii, w którą wyruszył 12 sierpnia, spowodowała, że do Polski skierowane zostały wiadomości o jego losach w Ameryce. Pierwszy list z Ameryki jak wiemy skierował Kościuszko osobiście do Adama Czartoryskiego, było to zaraz po przyjeździe Kościuszki do Ameryki w październiku 1778 roku. List, datowany 8 grudnia 1781 roku, miała otrzymać pewna bliska Kościuszce osoba, ale nadawcą listu był marszałek polny Francji hrabia de Murinais, a jego adresatką – księżna Ludwika Lubomirska, de domo Sosnowska, bohaterka nieszczęśliwie zakończonego romans. Jak widać zachowała w pamięci młodego oficera, dla którego gotowa była uciekać z ojcowego domu.
W październiku 1781 roku wraca Kościuszko do Armii Południowej. Pod koniec sierpnia 1782 roku, po śmierci w potyczce podpułkownika Johna Laurensa, przejmuje Kościuszko dowództwo nad oddziałami liniowymi na wysuniętej placówce pod Charlestonem, w Ashley Ferry. 14 listopada dowodzi w potyczce na James Island, kończącej działania pod Charlestonem, zaś 14 grudnia wkracza na czele swojego oddziału do Charlestonu. Rok 1783, to czas gdy Kościuszko organizuje obóz dla armii na James Island, ale też choruje na febrę. Po chorobie w maju 1783 roku opuszcza Charleston i płynie do Filadelfii. 4 lipca z okazji rocznicy deklaracji niepodległości na prośbę Kongresu kieruje w jego siedzibie w Princeton przygotowaniem ilumiancji miasta i pokazu ogni sztucznych.
Mimo wielu zasług, Kongres nie przychyla się do wniosku generała Greene’a o wypłatę Kościuszce zaległej od sześciu lat pensji celem umożliwienia mu powrotu do Polski, a także nie akceptuje wniosku o awans na generała. 3 października Waszyngton pisze w tej sprawie list do przewodniczącego Kongresu i 13 października Kongres uchwala rezolucję polecającą Sekretarzowi Wojny wręczenie Kościuszce nominacji na generała brygady.
25 listopada Kościuszko uczestniczy w triumfalnym wjeździe Waszyngtona do Nowego Jorku, a 4 grudnia w Fraunces Tavern w Nowym Jorku bierze udział w uroczystym pożegnaniu Waszyngtona, który po zwycięskim zakończeniu wojny o niepodległość zrzekł się funkcji naczelnego wodza.
Rok 1784 jest ostatnim rokiem pobytu Kościuszki w Ameryce. Początek roku spędza w towarzystwie rodziny Greene’ów w Newport, uczestniczy w Zjeździe Towarzystwa Cyncynatów w Filadelfii, przebywa w Nowym Jorku, by 15 lipca 1784 roku na pokładzie „Courrier de l’Europe” odpłynąć do Francji. Wracał Kościuszko do Polski po ośmiu latach amerykańskiej wojaczki z pragnieniem powołania na mapie Rzeczypospolitej , takich samych wolnych i ceniących wolność sił z jakimi miał do czynienia za oceanem. Był to chyba najlepszy bagaż doświadczeń, z jakim wracał generał Tadeusz Kościuszko do swojego kraju.
Praca – biografia, podejmująca tylko fragment z życiorysu Tadeusza Kościuszki, lata 1776-1784, również i dla mnie okazała się bardzo interesująca. Oparta na bogatym materiale źródłowym z dużym wyczuciem znajomości realiów i faktów - ukazała mam wrażenie wiernie, amerykańską „przygodę” Tadeusza Kościuszki, która stała się dla niego samego inspiracją i wyzwaniem poszukiwania pozytywnych sił wolności w kraju rodzinnym, a czytelnikom możliwość interesującego poznania walki o niepodległość w Stanach Zjednoczonych i odkrycia mało znanych faktów z życiorysu Polaka bohatera.
POLECAM!
mgr Marzanna Gromotowicz
|